|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
A szablon piękny mam stąd:
Moja opowiadastka w odcinkach
Moje rymy
Moje zdjęcia
Na niebiesko i pomarańczowo :)
TEST NA IQ ;)
Ulubione
Zaglądam...
Treści zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170. |
o życiu, pracy, szkole, uczuciach... takie tam banały bliskie każdemu
środa, 03 lutego 2010
ZWOLNIENIE DOBRZE WYKORZYSTANE ;p
Jestem sobie na zwolnieniu. Na kolana. Jest lepiej, niż ostatnio, tj. półtora roku temu. Dokuczają, paskudy, ale daję radę. I nie próżnuję. Przeżyłam zatruwanie zęba [miałam ochotę kogoś zabić z bólu] i pierwsze w życiu leczenie kanałowe [nic nie bolało! :D]. Poza tym zrobiliśmy z Kudłatym moim wspólną imprezkę urodzinową. Ja urodziłam się 17. stycznia, on wkroczył w nowy rok życia 2. lutego, a bawiliśmy się i opijaliśmy to w sobotę, 30. stycznia. Pierwszy raz robiłam domówkę na 17 osób, baliśmy się, że będzie za mało miejsca, za mało żarcia i w ogóle za mało, ale papu starczyło, a i na tańce znalazł się kawałek parkietu. Nawet, ja, gUpia, po kilku głębszych pohasałam - alkohol mnie znieczulił i prawie nie czułam kolan. Cierpiałam za to strasznie dnia następnego. No ale cierp ciało, jakeś chciało ;p Imprezka udana, choć Jolcia moja mało tańczyła, ale za to Bazyli szalała ;) Postaram się wrzucić kilka fotek wiecie gdzie :)
Buziam wszystkich i spadam na farmę ;) edit. Kiedy Kosmi opowiada znajomym o tej naszej urodzinowej imprezie, mówi, że było świetnie, że na przykład jeden kumpel zakładał jej kajdanki, inny wydostał się z kaftanu bezpieczeństwa itd. ;) A w ogóle, to jak na tyle osób na tak małej powierchni, to bardzo niewielkie straty były - poszedł tylko jeden kufel do piwa i jeden kieliszek. Czyli nie było źle. A ja chcę jeszcze raz! :D
wtorek, 26 stycznia 2010
SMSUJĄC Z MAMĄ ;)
Zo: Fajną krowę sobie kupiłam? Była w gazecie dla niemowląt ;) Teraz gada z K. Ta krowa. Świetna jest :) I ludzie się na nas gapią :p A ona jest taaaka milusiaaa :D Mama: Krówka niczego sobie ;) A ty znowu w miejscu publicznym zachowujesz się jak dziecko? Zołza, powagi trochę :/ Nie obawiasz się, że twój K. w końcu będzie się krępował z tobą być wśród ludzi? :s Ale w końcu to nie moja sprawa, prawda? :p :* Zo: Prędzej ja się zacznę krępować - jeszcze go nie widzieliście, to jest dopiero dzieciuch ;) Mama: To pewnie pasujecie do siebie. A jak tam, na pesel spoglądasz? ;) Zo: Ha ha ha :D K. mówi: Życie to nie matemetyka, liczby kłamią ;) A ja pamiętam, że nie należy zabijać w sobie dziecka, to je pielęgnuję ;) A K. się tylko cieszy, kiedy mnie taką widzi :p
piątek, 15 stycznia 2010
SZLAG MNIE TRAFIA...
... kiedy słyszę, co się dzieje na tym świecie. Dziewczyny w pracy powiedziały mi dziś, że znów mamy mieć wymieniane dowody. Znów wymyślili coś nowego. Podobno pójdą na to pieniądze z UE. A nie można by wydać ich na coś innego? Koszta koncertu sylwestrowego w Warszawie też powaliły mnie na cyce. Na to wszystko jest kasa. A może by tak poświęcić trochę czasu i pieniędzy na przykład na zmianę naszego prawa? Pominę wiele aspektów, bo niejedno należałoby poprawić. Opowiem tylko krótko pewną historię. Młoda dziewczyna wracała późnym wieczorem do domu ze szpitala, gdzie odwiedzała ojca. Po drodze została napadnięta. Napastnik miał nóż. Pobił ją, brutalnie zgwałcił, a na koniec oddał mocz na jej twarz. Dziewczyna jakoś dotarła do domu. Dopiero po kilku godzinach doszła do siebie na tyle, by zadzwonić do przyjaciela. Płacząc, milknąc co chwila, jąkając się, zdołała powiedzieć, co się stało. Kilkanaście kolejnych godzin przyjaciel namawiał ją, by poszła chociaż do lekarza. Kiedy minął pierwszy szok, zaczęła czuć potworny ból. Krwawiła. Zgłosiła się na pogotowie. Tam ją opatrzono. Szwy na twarzy [łuk brwiowy, warga] odbycie, ściance pochwy. Opatrzono rany po ugryzieniu na piersi. Podano pigułkę "po". I wypuszczono do domu. To jeszcze nie koniec. Dziewczyna była sama ze sobą, nie pozwalała nikomu się do siebie zbliżyć. Od czasu do czasu kontaktowała się tylko z przyjacielem. Ten znów zdołał ją nakłonić do wizyty u lekarza. Zawiozła ją koleżanka. Lekarz przepisał leki uspokajające i wypuścił dziewczynę do domu. Tylko dzięki kontaktowi z przyjacielem uniknęła tragedii. Leki brała jeden za drugim. Popijała alkoholem. Podczas rozmowy zaczęła "odpływać". Po interwencji przyjaciela, koleżanka ponownie zawiozła ją do szpitala. Tym razem zatrzymano ją dłużej na obserwacji. A co, gdyby nie rozmawiała z przyjacielem? A co, gdyby nie koleżanka? Uważam, że po pierwsze, osoby zgłaszające się w takim stanie do lekarza, powinny koniecznie zostawać na obserwacji - chyba że ktoś poświadczy, że będzie przy tej osobie w domu. Poza tym powinno być z urzędu wszczynane postępowanie - szpital powinien mieć obowiązek powiadamiania policji, a ta powinna do bólu i skutku szukać zwyrodnialca. Moim zdaniem, powinni takim obcinać "narzędzia zbrodni". Ale po co zajmować się takimi sprawami, kiedy można skupić się na organizacji kolejnego koncertu, dostosowywaniu dokumentów do norm unijnych itp. Bo są sprawy ważne i ważniejsze, prawda?
czwartek, 07 stycznia 2010
SYLWESTROWYCH POGADANEK CIĄG DALSZY
Zo: A. ostatnio piła bez przerwy 29 godzin. A.: Nieprawda! Pól godziny się przespałam!
J.: Dobra zupa, pyszna! K.: Taka dobra, że Jola nie zjadła. Zo: Zostawiłaś trochę... J.: Zaraz wam wpierdolę! No. [do A.:] Powiedz mamie, że zupa pyszna! Zajebista. Jak mojej mamy. Szacun. ...A macie kapuśniak?
K.: Kurwa, wiesz co... Zo: Zdzira! Mówiłam ci, że wolę zdzira! [ta zdzira wzięła się od mojej sylwestrowej kreacji - kto był na zdjęciowym, wie ;p]
[Uwielbiam zielony kolor, jakby ktoś jeszcze nie zauważył ;p] A. [do Joli, która jadła zupę szczawiową]: Ty wiesz, że jak będziesz rzygała, to na zielono? Zo będzie musiała to zobaczyć!
A.: Wchodzę! J.: Ale wrócisz? My: Ha ha ha! K.: Ona powiedziała "wchodzę", a nie "wychodzę". J.: Oj tam, to na "w" i to na "w" - jeden chuj!
PK: Ja nie wiem, każdy facet, któremu to robię, mówi, że go boli... J.: Ale tego się nie gryzie! A.: Ja wiem, że nie możesz się doczekać nadzienia, ale... [chodziło o to, że Kosmi uścisnęła K. i go zabolało, ale skojarzenia popłynęły niezależnie od okoliczności ;)]
Ustawialiśmy playlistę... K.: I want "Pussy"! J.: I want "Pussy"! K.: Lesba... J. zgromiła go wzrokiem. K.: Masz żonę? Lesba! Zo: Ale ja też mam żonę... K.: Też lesba. Zo: Ale mam też ciebie... J. [do K.]: Ale posuwasz lesbę! K.: ... [zatkało go]
Jolcia patrzy na teledysk w wyciszonym telewizorze : O! "Voulez-vous coucher..." a nie, "Facet to świnia"!
K.: O, A.! Chciałaś Big Cyca. J.: A., masz Big Cyca. A. [chwyciła się za pierś]: O, dziękuję... :)
J.: Mój brat, jak jeździ na wakacje z narzeczoną, biorą jej matkę. I ona śpi z nią, a on w drugim pokoju... Zo: Czy ty słyszysz, kochanie? K. [ogląda hantle]: Tak, są pięciokilowe...
PK: Sprawdzam poziom swojej trzeźwości... [Weszła do pokoju w moich szpilkach] PK: Przeszłam taki kawał! Od końca tamtego pokoju, do... do połowy tego! I dałam radę! Nie jestem pijana. Zo: Kosmi, ale ty na trzeźwo nie dajesz rady w szpilkach, więc jeśli teraz dajesz radę, to znaczy, że jesteś pijana... PK: O kurwa...
Jolcia przegląda płytki Kudłatego... J.: O, "Godzilla"! ...A nie, Gorillas...
Grzebiąc dalej, znalazła "Bravehearta". J.: O, "Braveheart". Zo: Kochanie, ty masz "Bravehearta"? K.: Miałem, ale chyba komuś pożyczyłem i nie wróciła. Zo: Ale Jolcia przed chwilą znalazła... K.: Co? [podskoczył i podbiegł do szafki] Gdzie? Mam?! [dorwał płytkę] AAAAA! Mam "Bravehearta"! Aaaaaaa! "Braveheart"! Aaaaaaaaaaaa! J. [ze stoickim spokojem]: Wystarczyło, żeby Jolka pogrzebała...
Zo [koło w pół do szóstej rano]: Kosmi, wyglądasz, jakbyś trzeźwa była. PK [zbolałym głosem]: Nie jestem...
piątek, 01 stycznia 2010
SYLWESTROWYCH POGADANEK CZĘŚĆ PIERWSZA
Oj, nazbierało się tego, nazbierało... ;) Kosmi nawet złapała mnie, znaczy przyłapała na gorącym uczynku, czego dowód zamieszczam poniżej. A inne fotki niebawe na zdjęciowym. Występują: PK - Pomarańczowa Kosmitka vel Kosmi - moja ruda siostrzyca J. - Jolcia - moja żona :) K. - Kudłaty - mój Kudłaty :) A. - siostra K. Zo - ja, oczywiście. Jolcia [wracając z WC, oburzona]: Dostałam w oko wodą z kibla! Takie macie ciśnienie! Zo: Kochanie, ja jeszcze nie mam zdjęcia z żoną! K.: To jest niedopuszczalne! Zo: Jola, pozujemy do zdjęcia! K.: Żono Zołzy, zrób ładniejszą minę, ja ją tylko rucham, ale ona kocha tylko ciebie. PK [do mnie - miałam na sobie kabaretki, a wyszliśmy nazewnątrz]: Siostra, nie zimno ci w dziurki? Rozmawiamy o Chylińskiej. Jolcia: Masz "Pieprz"? K.: Mam, w kuchni... [dopiero po chwili załapał, o co chodziło] K.[przez telefon]: Nie chcę wagonu pieniędzy. J.: Wagonu prezerwatyw! Zo: On woli bez... J.: Nareszcie takiego znalazłaś... PK: Eeeej, jeszcze fajerwerki puszczają! [po chwili] PK: Eeeej, jeszcze fajerwerki puszczają! Zo: Słyszeliśmy. PK: Ale mnie czy fajerwerki? Zo: A co, bąka puściłaś? Jolcia tańczy. Zo: Ona jest boska. Uwielbiam ją! J.: Kurczę, dlaczego mi nie może tego powiedzieć jakiś facet, tylko jakaś b... [zgromiłam ją wzrokiem] J.: ...tylko moja żona! J.: Jak on miał...? Zo: Mariusz. J.: Nie! Ten z kreskówki, co szczaw wpierdalał! K.: Popeye. Zo: Ale on szpinak wpierdalał. K.: No właśnie. J.: Oj, cicho, jeden chuj... K. [do Jolci]: Uwielbiam cię! Chciałaś, żeby ci to powiedział jakiś facet, to masz. Ale ciebie się nie da inaczej! Siedzę w fotelu. PK [przejęta, jak małe dziecko]: Ej, zrobimy coś fajnego? Zo: Co? PK: Bo zamienianie jest fajne. Zamienimy się na miejsca? J.: Zabierzcie jej notes! PK: Ona teraz pisze, co ja mówię. Zo: Zaraz ci pokażę. J.: Pokażesz mi?! Zo: Tak. J.: O! Pokaże mi! Pierwszy raz! Moja żona, a jeszcze mi nie pokazywała. K.: To się nie liczy, związek nie skonsumowany. Zo: Konsumowałyśmy się per os. Wszyscy: Ha ha ha! PK: ...A co to znaczy per os? Wszyscy: Ha ha ha!!! Zo: Usiądę koło K. K.: Cieszę się. Nachylam się, żeby go pocałować, a on w ostatniej chwili odwraca głowę i beka. J.: Ha ha ha, to było "kocham cię"! Zo: Po kudłatemu. cdn.
poniedziałek, 28 grudnia 2009
NIECODZIENNIE POŚWIĄTECZNIE
Jakoś ostatnio nie mam czasu i weny na pisanie... Ale zbieram durne teksty [ludzie boją się przy mnie odzywać, bo zaraz wyciągam notesik i długopis... ;)] Wrzuciłam za to kilka fotek z niecodziennych Świąt... Bo miałam tylko jeden wolny dzień po nocy wigilijnej spędzonej w pracy. Mieliśmy się spotkać tylko na chwilkę... a wyszło, jak zawsze ;) Buziaki poświąteczne! :)*
sobota, 19 grudnia 2009
MNIEJ ROMANTYCZNIE :P
Osoby bardziej wrażliwe proszę o wyjście :p K.: Musimy się razem napić. Widujemy się coraz częściej, a jeszcze razem nie piliśmy. S.: Nooo... Z bratem się nie napijesz? K.: Chyba ze szwagrem. S.: Posuwasz moją siostrę, a wódki jeszcze razem nie piliśmy. K.: Nieee... Ja czekam do ślubu. Zo: Co?! S.: Co?! S. patrzy na mnie dziwnie. Zo: Myślisz, że byłabym z nim tyle czasu, gdyby mnie nie ruchał? Ogarnął nas niekontrolowany ubaw. Kiedy się nieco ogarnęliśmy: S.: Nie, nie byłabyś. Znów ubaw. K.: A na mnie się drzesz jak coś, a sama mnie ten... no... uprzedmioto... uprzedmiota... uprzedmiotowiasz!
piątek, 18 grudnia 2009
MIŁOŚĆ NA ŻĄDANIE
Oglądaliście film "Miłość na żądanie"? Nam zdarzyło się wczoraj. Tzn. K. pokazał mi ten film, bo sam go widział i uwielbia. Kiedy zaczęły się napisy końcowe, pomilczeliśmy chwilę, po czym powiedziałam, że film był popierd***** ale zajebisty.Po czym wzięło nas na rozmowy zainspirowane filmem... Zo: Nie widzimy się 10 lat - grasz? K.[zaskoczony i oburzony]: Spierdalaj! ;p Zo: Ale ja bym tak chciała... Tak by było zajebiście... Popirdolona para staruszków, kochających się do końca... K.: Spoko, za 70 lat, kiedy już będziesz blondyną bez zębów i z oklapniętymi uszami, znów dla ciebie oszaleję.
wtorek, 15 grudnia 2009
KUDŁATE TEKSTY
...czyli teksty Kudłatego ;) Zo: Wiesz, ja zawsze byłam za partnerstwem w związku, za tym, żeby dochodzić do czegoś przez konwersację, kompromis... K.: ...Jak dochodzę to jest fajnie Zo: /rotfl/ K.: ...nieważne, czy prze kompromis, czy bez :p
K.: Jolka jest mistrzostwem świata. Jej rodzice powinni normalnie Nobla dostać za ten koktajl genetyczny!
Zo: Mykam do łazienki. K.: Idź myć paszczę... jedną i drugą.
K.: Uwielbiam cię... Zo: I nic nie chciałbyś we mnie zmienić? K.[myśli]: ...blondyna! Zo: O nieeee! K.[myśli]: ...no, może jeszcze uszy... [myśli] ...i seksownie byś wyglądała bez siekaczy... [po chwili] K.: Ale poczekam 70 lat... Siwa to prawie blond, bez zębów, uszy oklapną... :p
poniedziałek, 07 grudnia 2009
W MOIM ŚNIE
"W moim śnie, cudownym śnie, tylko kocham, kocham, kocham..." Tak sobie teraz trwam w takim śnie... I czasami zastanawiam się, kiedy nastąpi przebudzenie. Kiedy ostry dźwięk budzika brutalnie wyrwie mnie z objęć Morfeusza. Wiem, że to bez sensu. Właściewie nie zastanawiam się. Tylko czasami nachodzi mnie taka myśl. Przegania ją jednak szybko Jego uśmiech... Nie chcę się budzić. Może tym razem sen potrwa dłużej? Może łagodnie zbudzi mnie czuły pocałunek, a uśmiechnięte zielone oczy zapewnią o tym, że będziemy trwać... Cholera, wzięło mnie :p I to porządnie ;)
|