|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
A szablon piękny mam stąd:
Moja opowiadastka w odcinkach
Moje rymy
Moje szczęście
Moje zdjęcia
Na niebiesko i pomarańczowo :)
Ulubione
Zaglądam...
Treści zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
|
o życiu, pracy, szkole, uczuciach... takie tam banały bliskie każdemu
niedziela, 23 października 2011
BO TAK
Zawieszam, przynajmniej chwilowo. Bo chwilowo potrzebuję innego miejsca. Przeprowadzam się do [klik!] strefy mamy ;) Bo tak mi teraz w duszy gra i o tym chcę pisać, a tu mi to nie do końca pasuje. Więc zaczynam nowy etap... :) Bo cały mój świat to teraz dwaj faceci, których kocham najbardziej na świecie :))
poniedziałek, 17 października 2011
EKO-ROZSĄDEK
Znajoma na facebooku wrzuciła link do artykułu na portalu dla eko-rodziców. Autorzy wybrali 10 rzeczy, których, wg nich, rodzice nie muszą kupować noworodkowi. Na czele postawili łóżeczko. Bo przecież najlepiej spać z dzieckiem. Najlepiej?? W porządku, są rodzice, którzy śpią z maluchami i sobie to bardzo chwalą. Rozumiem. Ja wolę spać z mężem, bo staram się nie zapominać o tym, że jestem nie tylko matką, ale ciągle też żoną. Nie chcę, żebyśmy z K. zapominali o sobie, skupiając się jedynie na dziecku. Nie uważam, żeby mały na tym ucierpiał. Od początku jest przyzwyczajony do spania w swoim łóżeczku, a w ciągu dnia nadrabiamy nocną rozłąkę przebywając razem, bawiąc się, tuląc itd. Jak wspomniałam, rozumiem, że można spać z dzieckiem. To indywidualny wybór każdego rodzica. Wkurza mnie jednak tak wąskotorowe myślenie i tak płytkie podejście do tematu, jak we wspomnianym artykule. Autorzy zapomnieli nadmienić, że należy uważać z tym spaniem, kiedy sięgniemy po alkohol czy leki, kiedy jesteśmy bardzo zmęczeni czy w innej sytuacji stwarzającej niebezpieczeństwo mocniejszego przyśnięcia, żeby nie przydusić maluszka. Moja kuzynka straciła w ten sposób córeczkę... To nie są teorie wyssane z palca i uważam, że przy promowaniu co-sleepingu powinno się zwracać na nie uwagę. Z innymi punktami też bym polemizowała: - przewijarka - ok, też nie mamy, ale mamy przewijak, bo kręgosłupy by nam siadły, gdybyśmy ciągle przewijali małego na łóżku :p - środki piorące lub kosmetyki dla dzieci - oczywiście, że nie trzeba ich używać, nikt jednak nie wspomniał, żeby obserwować skórę maluszka, która może być skłonna do podrażnień i może jednak wymagać specjalnej pielęgnacji - zabawki - ja się naprawdę zgadzam z tym, że kontakt dziecka z rodzicami jest najlepszą formą zabawy, nie wyobrażam sobie jednak zabawy z małym non stop... kocham mojego brzdąca jak nie wiem co, ale potrzebuję chwili dla siebie - dla własnego zdrowia psychicznego, potrzebuję też zrobić coś w domu - niestety, drzemki mojego synka są zbyt krótkie, dlatego moje dziecko ma zabawki... Ja naprawdę jestem za ochroną środowiska, za segregacją odpadów, oszczędzaniem wody, energii itd. We wszystkim trzeba jednak znać umiar i nie można podchodzić do wszystkiego bezkrytycznie. Od tego mamy rozum, żeby go używać. Co nie zmienia faktu, że wkurzają mnie eko-maniacy, którzy mają klapki na oczach i widzą tylko górę pieluch jednorazowych na wysypiskach, nie zauważając wody i energii, jaką trzeba użyć do prania promowanych przez nich pieluch wielorazowych. :p
poniedziałek, 10 października 2011
ŚWIĘTE DĘBY
Zaczepiono nas na spacerze. Dwie blondynki w spódnicach za kolano, a nawet do pół łydki. Siedzieliśmy sobie na ławeczce, mały w wózku obok, przy moich nogach Kalimba. Podeszły i zagadnęły, czy zastanawialiśmy się kiedyś, po co żyjemy. Nie lubię, kiedy mi ktoś zawraca tak głowę, chciałam je spławić, ale spojrzałam na Kudłatego, zastanawiając się, co on na to. W międzyczasie grubsza blondynka wyraziła chęć porozmawiania o Jezusie. K. spojrzał jej w oczy i powiedział: - Wierzę w doskonałość wszechświata i starych bogów tych ziem. Blondynki zatkało na chwilę, ale jedna zaraz się ocknęła i z uśmiechem niedowierzania zapytała: - Słucham?? Kudłaty spokojnie powtórzył i rozszerzył swoją wypowiedź: - Wierzę w doskonałość wszechświata i starych bogów tych ziem. Chrześcijanie wybili naszych przodków i wycięli święte dęby. Dlatego nie chcę rozmawiać o Jezusie. Myślałam, że padnę. Spuściłam głowę i głaskałam psa niemal krztusząc się ze śmiechu. Blondynki zwątpiły i odeszły. Kiedy dzieliła nas już spora odległość, zaczęłam się śmiać naprawdę, a K. ze mną, prawie się popłakałam ze śmiechu :D Ja wierzę w Jezusa, ale postanowiłam podkraść Kudłatemu ten tekst - genialnie się sprawdza :D
piątek, 07 października 2011
WSPOMNIENIA CIĄŻOWE
Przemyślenia po lekturze artykułu w gazetce dla mam.. :p Wspomnienia z ciąży? Było fatalnie. Ale kiedy patrzę na uśmiech mojego synka, wiem, że było warto. Na początku były mdłości. Potworne. Co prawda wymioty zdarzyły mi się tylko raz, ale nudności wprost zatruwały mi życie w pierwszym trymestrze. Radość z tego, że pod sercem noszę nasze dzieciątko, mieszała się ze smutkiem i nerwami wynikającymi z kiepskiego samopoczucia i burzy hormonów. Kiedy przeszły mdłości, zaczęły się migreny. Kiedy przeszły migreny, przyszedł czas na całą gamę innych „skutków ubocznych” ciąży. Byłam bardzo osłabiona, ciągle rozdrażniona, smutna, potwornie bałam się o zdrowie maluszka... Sama ze sobą nie mogłam wytrzymać, więc tym bardziej doceniam mojego męża, który dzielnie przy mnie trwał cały czas, chociaż i jemu się przy okazji obrywało. Pamiętam, że najbardziej byłam zła, że wszędzie tak gloryfikuje się ten stan, a nie mówi się powszechnie o trudach związanych z ciążą. No, poza porannymi mdłościami. Ale to pikuś w porównaniu z resztą. Mimo że z zawodu jestem pielęgniarką, kompletnie nie byłam przygotowana na takie rewelacje. I chociaż i tak zdecydowałabym się na dziecko, wiedząc, co może się zdarzyć, to jednak wolałabym wiedzieć wcześniej – mogłabym się psychicznie przygotować... Mimo wszystko pamiętam też piękne chwile. Każde usg bardzo nas wzruszało i potęgowało miłość, jaka rosła w naszych sercach do tego małego stworzonka. Bo kiedy go widzieliśmy, stawał się bardziej realny... W 17. tygodniu poczułam wyraźnie pierwsze ruchy. A kiedy młody zaczął szaleć tak, że mój brzuch falował i podskakiwał, mieliśmy z mężem niezły ubaw. Oboje mówiliśmy do naszego synka, głaskaliśmy brzuch... Niestety, synuś potrafił później swoimi kuksańcami sprawiać mi ból. Pod koniec ósmego miesiąca nie mogłam się doczekać rozwiązania – i to już nie tyle z tęsknoty za dzieciątkiem, co z powodu tych wszystkich dolegliwości. Obrzęki, zawroty głowy, bóle kręgosłupa, nóg... Rozstępy w sumie najmniej mi przeszkadzały. Denerwowały mnie komentarze znajomych, które twierdziły, że po porodzie niejednokrotnie zatęsknię za tym stanem i często będę chciała, żeby mały choć na chwilę wrócił do brzucha. Uparcie twierdziłam, że nie ma takiej opcji i w moim przypadku nigdy się to nie zdarzy. Po cichu liczyłam, że może moje dziecko zechce wyjść na ten świat wcześniej i koło 38. tygodnia ciąży zaczęliśmy z mężem naturalne próby wywołania porodu, na nic jednak się to zdało. Nasz synek przyszedł na świat w 40. tygodniu i 6. dniu ciąży, przez cesarskie cięcie z powodu ułożenia pośladkowego. Dziś właśnie kończy 4. miesiące życia i jest najcudowniejszym darem, jaki mogliśmy z mężem otrzymać. Jednak ciąży wolę nie wspominać, bo mimo upływu czasu wciąż pamiętam przede wszystkim te kiepskie momenty. I ani razu nie zatęskniłam za tamtymi chwilami. Skupiam się na moim synku, który jest bystrym i pogodnym dzieckiem, dającym swoim rodzicom mnóstwo radości. Cieszę się, że mogę go tulić, głaskać, całować, obserwować, jak rośnie, zdobywa nowe umiejętności, jak uśmiecha się do nas i „rozmawia” z nami po swojemu. Nasz Skarb największy.
piątek, 15 lipca 2011
MÓJ OKRUSZEK
Mój syneczek jest cudowny :) Co prawda nie mam za dużo czasu, żeby pisać, ale chciałam się z Wami podzielić moim Szczęściem - oto mój synek po skończeniu pierwszego miesiąca życia :)
My po przeprowadzce, ale ciągle nie rozpakowani [trzeba było spakować graty poprzedniej mieszkanki :/] ale powolutku widać światełko w tunelu. Najważniejsze, że Edgarek jest zdrowy, śliczny i kochany, a my zakochani do szaleństwa w nim i w sobie nawzajem :D
niedziela, 12 czerwca 2011
JESTEM!!!
Długo się naczekaliśmy, ale warto było! Po wielu przebojach, odsyłani co dwa dni ze szpitala, w końcu trafiliśmy w miejsce, gdzie nie kazano nam dłużej czekać. Szczęśliwi jak cholera powitaliśmy na świecie naszego synka 7. czerwca o godzinie 12:45 :)) Cięcie cesarskie ze względu na pośladkowe ułożenie, za co jestem synkowi wdzęczna - bardzo ładnie dochodzę do siebie po zabiegu, a mój synek jest wspaniały! Jako dumna mamusia chcę Wam przedstawić naszego kochanego Fasolka :D Oto i on: Pierwsza godzina po porodzie - z sesji robionej przez Tatusia :) Z mamusią następnego dnia I kolejny dzień - w objęciach Najlepszego Tatusia Na Świecie :D
wtorek, 31 maja 2011
40 TYGODNI MINĘŁO JAK JEDEN DZIEŃ
No i doczekałam się wreszcie tej daty :) Dziś kończymy 40. tydzień ciąży, dziś przewidywany termin porodu. Oczywiście, nic a nic się nie dzieje - młodemu nie spieszy się na ten świat. Ale dziś jedziemy do szpitala na badania i, jeśli młody nadal jest ułożony pośladkowo, zapewne umówimy się na cięcie. Nie nastawiam się, ale jakies emocje zaczynają buzować ;) Wczoraj z Kudłatym ubraliśmy łóżeczko małego - już wszystko jest gotowe na jego przyjście - tylko on chyba jeszcze nie ;) Tak czy siak, nastawiamy się pozytywnie i popołudniu jedziemy. Jeżeli nie zostawią mnie od razu w szpitalu, dam znać :)
wtorek, 24 maja 2011
OSTATNIA RANDKA
...przed porodem :) Bo randkować się zamierzamy nadal, nieustannie, stale i niezmiennie ;) Ale przed porodem to chyba raczej była ostatnia. Wybraliśmy się wczoraj do kina na "Piratów z Karaibów" w 3D. Zadowoleni oboje, film fajny, ale dla mnie osobiście najfajniejsze było to, że wyszliśmy sobie razem, cudownie spędziliśmy czas... A mój mąż nie wstydzi się całować publicznie takiego wieloryba jak ja ;) A propos wieloryba - jutro kończymy 39tc, zaczynamy 40. i tylko tydzień dzieli nas od magicznej daty, kiedy to nasze dziecko powinno pojawić się na świecie. Jako że młody "siedzi" nadal, zapewne będę cięta, toteż liczę na to, że nastąpi to 31.maja. Nie moge się doczekać! Chcę już utulic teog małego urwisa :) A w ogóle to kino nie zrobiło na młodym żadnego wrażenia - poszedł sobie spać. Nie to, co w 20-którymś tygodniu ciąży, kiedy to szalał w brzusiu, jak tylko zaczęły się reklamy. Teraz jakoś nie przeszkadzał mu hałas - ale smiejemy się, że przyzwyczajony - jak matka czasem mordę wydrze, to później tacy piraci nie robią na dziecku wrażenia ;)
środa, 18 maja 2011
TERMIN PORODU
Wizyta na izbie przyjęć uspokoiła nas. Młody nie spieszy się na ten świat, a wszystko jest w porzadku. Dziś kończymy 38tc i od dziś przez miesiąć mamy termin. Wolałabym już, bo nie pamiętam, kiedy było tak, żeby mnie coś nie bolało... Ale na nic się nie nastawiam - będzie co ma być. I, póki co, Edgar jest ułożony pośladkowo, co zapowiada poród przez cięcie cesarskie. O ile się nie obróci, a wszystko jest możliwe do ostatniej chwili. A mi jest wszystko jedno. Jakkolwiek, byle byśmy z młodym wyszli z tego cało ;) |